Konferencja w Lublinie „WSPAniale jest się rozwijać-niepełnosprawni w biznesie”

W czwartek 18 maja miałam zaszczyt uczestniczyć w konferecji pt. „WSPAniale się rozwijać – niepełnosprawni w biznesie” organizowanej przez Wyższą Szkołę Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie. Dotyczyła zakładania i prowadzenia przez osoby niepełnosprawne działalności gospodarczej. W dużej mierze zorganizowały ją i poprowadziły właśnie osoby niepełnosprawne.

Możliwość pracy w moim poczuciu nie wynika z dyspozycji fizycznych. Jak we wszystkim najważniejszym czynnikiem jest głowa – czy chcę, czy też nie; czy jestem gotowa, czy może coś mnie ogranicza, np. lęk, brak wiary we własne siły, brak akceptacji.

Walki o siebie nie wygrywają ludzie, którzy przychodzą do urzędu pracy z pytaniem – Czy coś dla mnie macie?

Istota zatrudnienia tkwi w potrzebie wykonywania czynności, co do których jesteśmy przekonani, że chcemy je robić, że będziemy w tym dobrzy, że będziemy się realizować.

Tylko bycie specjalistą gwarantuje nam sukces – zarówno w postaci wewnętrznej satysfakcji i poczucia samorealizacji, jak również docenienia przez współpracowników, szefa i kontrahenta.

Wiem, że słowo „specjalista” mogło wzbudzić niepokój z pozornie wysoko postawionej poprzeczki. Ale bycie „specjalistą” oznacza „bycie dobrym i skutecznym w tym, co się robi”.

Można więc być specjalistą w branży IT, czy też w naukach ścisłych, ale równie dobrze można być specjalistą w handlu siedząc na kasie w supermarkecie, lub specjalistą od animacji eventowych, organizując zabawy dla dzieci na imprezach urodzinowych.

Do każdego zadania potrzebne są inne kwalifikacje i zdolności, ale to co najważniejsze siedzi zawsze w naszej głowie – tak chcę to robić. Nie, nie chcę dłużej siedzieć w domu, być zależną od innych, zależną od świadczeń, ograniczać się do 4 ścian i telewizora. Chcę żyć pośród ludzi i dzielić się z nimi tym, co we mnie najlepsze. Gwarantuję, że każdy człowiek ma coś, w czym jest dobry i robienie czego sprawia mu przyjemność. I co najlepsze, można to robić mimo różnych ułomności.

Osobiście znam osoby, które mimo – na pierwszy rzut oka – niepełnosprawności wykluczających ich z życia zawodowego, funkcjonują rewelacyjnie samodzielnie, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Osoby po porażeniu, głuche, niewidome, sparaliżowane. Nie szukając daleko – wiele organizacji pozarządowych jest zakładanych lub prowadzonych przez osoby z różnymi niepełnosprawnościami. Pozwolę sobie wspomnieć osobiste, bardzo mocne doświadczenie z Piotrem Pawłowski z Fundacji Integracja. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie… Miał być moim pracodawcą… Sparaliżowany facet, ledwo ruszający jedną ręką, którą obsługuje wózek… umiecie sobie to wyobrazić? Wyszłam ze spotkania oszołomiona i czułam się taka mała w obliczu tego Wielkiego Człowieka.

I pomyślałam, jak ja mogę szukać wymówek sama przed sobą, że czegoś nie mogę, czegoś nie umiem, nie rozumiem, nie dam rady zrobić..? Wstyd przed samą sobą.

Bo są ludzie, którzy mnożą problemy, dla których czegoś nie da się zrobić i tego nie robią. Ale na szczęście jest też sporo takich, którzy nim się zastanowią, czy dadzą radę, po prostu zaczynają to robić i zazwyczaj kończą z sukcesem.

 

 

3 lata temu miałam okazję uczestniczyć w niesamowitym wydarzeniu. Pod hasłem  „Życie bez ograniczeń” przyjechał do Polski australijski niepełnosprawny mówca Nick Vujicic. Facet, który urodził się bez rąk i nóg, jeździ po świecie i uczy pełnosprawnych, jak żyć pełnią Życia, jak się nie załamywać, jak dawać z siebie wszystko i realizować marzenia – swoje i innych.

I jeszcze przykład z polskiego podwórka – Iwona Cichosz – niesłysząca dziewczyna, która w drodze po marzenia skończyła studia, pracuje jako tłumacz języka migowego w polskim start-upie, została Miss Świata Głuchych 2016 i – co chyba najbardziej zdumiewające – zajęła 2. miejsce w  Tańcu z gwiazdami, choć podobno głusi nie wiedzą co to rytm i muzyka. Iwona przełamała wszelkie stereotypy. Jest młodą, silną kobietą, która – gdyby nie chciała żyć w pełni – mogłaby siedzieć w domu rodziców, na zasiłku i nie smakować świata. Ale wybrała normalność mimo ułomności. Czy było łatwo? Nie. Nigdy nie jest łatwo wchodzić w dorosłe życie, wyrywać się spod opiekuńczych rąk rodziców, wchodzić – często – w brutalny świat niezależności związanej z koniecznością samodzielnego utrzymania się. Jest to trudne nie tylko dla osób z niepełnosprawnościami. Jest to trudne również dla osób pochodzących z mnniejszych i uboższych miejscowości, z rodzin patologicznych, jest to trudne dla kobiet, które doświadczyły przemocy domowej i by się wyzwolić z tego przemocowego uzależnienia stają przed trudną decyzją wyjścia z dziećmi z domu męża-kata i zawalczenia o własne życie.

 

Dlaczego o tym wszystkim wspomniałam?

Być może powinnam się dostosować do naukowego charakteru konferencji i przygotować referat odnoszący się do mądrych książek i badań. O tym też wspomnę.

Ale stoje tu dziś przed Państwem, nie tylko jako dr Kornelia Wróblewska, ale również, a może przede wszystkim jako działaczka społeczna i parlamentarzystka z Komisji Polityki Społecznej i Rodziny oraz z Komisji Petycji. Każdego tygodnia trafiają do mnie trudne sprawy, w których proszona jestem o pomoc i interwencję m.in w sprawach dotyczących zatrudnienia, PEFRONu, zasiłków, świadczeń i wszelkiego typu regulacji prawnych odnoszących się do tematyki osób wykluczonych. I przygotowując się do dzisiejszego spotkania z Państwem zdałam sobie sprawę, że te moje doświadczenia można spisać w pracę badawczą, bo są wyjątkowe i zależne od rządów, aktualnie obowiązującego prawodawstwa, ale też poziomu życia i społecznej otwartości.

Dlatego referat stricte naukowy zamieniłam na mowę opartą o doświadczenia.

Nie można tworzyć prawa w oparciu o jednostkę lub wąską grupę. Nawet jeśli patrząc na problem z pozycji osób go zgłaszających mamy poczucie, że jest on zasadny i ma powszechne znaczenie. Dlaczego? Bo w Polsce żyje 38 mln ludzi i każdy z nich jest inny, wyjątkowy, szczególnie doświadczony. Każdy potrzebuje specjalnych warunków do rozwoju i samorealizacji. Ale tworząc prawo dla każdego doprowadzilibyśmy do chaosu legislacyjnego. Nasz Konstytucja ma 243 artykuły, i chociaż niektórzy uważają, że jest zła, bo za mało precyzyjna, tak naprawdę jest przerośnięta. Dla porównania Konstytucja Stanów Zjednoczonych – najstarsza na świecie, bo z 1787 roku – ma tych artykułów zaledwie 7 (i 27 poprawek). I reguluje wszystko co najważniejsze. To jak w Piśmie Św.: 10 przykazań Bożych, w tym 2 najważniejsze – Przykazania Miłości. Kto się tym kieruje więcej regulacji nie potrzebuje.

 

W ubiegłym roku do mojego biura trafił projekt ustawy, dotyczący renty socjalnej, a w zasadzie podwyższenia poziomu – względem średniej płacy krajowej –  możliwości dorobienia do renty bez obawy o jej utratę. Zdażają sie bowiem przypadki, kiedy ktoś dorabiając, przekroczy ten dozwolony próg o złotówkę i renta jest mu odbierana na kilka miesięcy. Wnioskodawcy zależało na zrównaniu tych poziomów z rentą z tytułu niezdolności do pracy.

Oba świadczenia różnią się od siebie dość znacznie – renta socjalna to świadczenie dla osób, których niepełnosprawność pojawiła się przed wejściem w dorosłość i nie miały szansy odkładać składek na ubezpieczenie społeczne. Natomiast renta z tytułu niezdolności do pracy przyznawana jest osobom, które odpowiednio długo pracowały, płaciły składki na ZUS i utraciły sprawność. Z tego powodu świadczenia te różnią się też kwotą i progami. Chociaż warto zauważyć, że na przestrzeni ostatnich kilku lat sytuacja bardzo się zmieniła.

 

Renta socjalna to obecnie ok. 840 zł brutto, czyli 84% najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Co jednak niezwykle istotne, renta socjalna zawieszana jest już po zarobieniu 70% (30% – w 2011) średniej krajowej. To obecnie 3047,50 brutto, czyli na rękę ok. 2190 zł (w 2011r. – 1031,50 zł brutto; czyli na rękę ok. 740 zł). Renta z tytułu niezdolności do pracy obniżana jest natomiast dopiero po przekroczeniu 70% średniej krajowej (śk = 4390 zł), a zawieszana dopiero po przekroczeniu 130% (ok. 5707 zł brutto – ok. 4043 zł netto).

Najniższa renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy wynosi 1000 zł brutto, zaś z tytułu częściowej niezdolności – 750 zł. Przy czym renta socjalna – jak już wspomniałam – wynosi ok. 840 zł brutto.

 

Co tak naprawdę dają te świadczenia i czy pomagają osobom z niepełnosprawnościami podjąć pracę, czy – może wręcz przeciwnie – utrudniają?

Po zapoznaniu się z projektem przyniesionej ustawy pomyślałam, że faktycznie, może być to odbierane jako pewna społeczna niesprawiedliwość. Jednak zaciągnięcie języka zarówno wśród ekspertów, jak również samych zainteresowanych z różnym stopniem niepełnosprawności, zamiast rozjaśnić sytuację wprowadziło mnie w jeszcze większe wątpliwości.

 

Jacek Zadrożny z Fundacji Instytut Rozwoju Regionalnego podkreślał, że renta socjalna oznacza dla młodego człowieka rezygnację z pracy. Bo albo się bierze rentę, albo się pracuje. Jeśli się chce mieć i jedno i drugie to trzeba się samoograniczać finansowo lub rozwojowo. Są sytuacje, że ludzie proszą, by nie dawać im podwyżki, bo kilkadziesiąt złotych więcej może oznaczać dla nich stratę kilkuset zł renty.

 

Pojawiały się komentarze osób, którzy choćby chcieli nie mają możliwości podjęcia żadnej pracy. Ci z kolei krytykowali pomysł ustawy, pozwalający niepełnosprawnym, pobierającym rentę, dorabiania do niej. Podkreślali, że to pazerność chcieć jedno i drugie, bo skoro można pracować, to powinno się z renty zrezygnować. To być może przyczyniłoby się do podniesienia kwoty samego świadczenia dla osób całkowicie niezdolnych do pracy.

Niby jedno środowisko, a głosy różne, podzielone, czasami wrogie względem siebie.

 

I tu pojawiają się pytania:

Czy ktoś, kto ma możliwość zarobkowania i może stawiać pracodawcy warunki, podnosić kwalifikacje i zwiększać swoje zarobki, powinien wogóle oglądać się na te progi? Czy warto jest przywiązywać się do świadczeń, jeżeli ograniczają nasze szanse na inkluzję społeczną i zawodową?

I wreszcie – czy znając stanowisko każdej ze stron można jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy świadczenia wspomagają zatrudnienie osób z niepełnosprawnościami, czy wręcz przeciwnie?

 

W moim poczuciu, świadczenia socjalne, zwłaszcza na gruncie naszej polskiej mentalności uwikłanej w stereotypy, przesądy, postawy roszczeniowe, u podstaw których jest myślenie – po co mam pracować, skoro mogą mi dać bez tego zbędnego wysiłku – te świadczenia ograniczają możliwości integracji i usamodzielniania się osób niepełnosprawnych. Tym samym pogłębiają ich wykluczenie społeczne.

To nie znaczy, że są niepotrzebne. Ważne jet określenie komu i tak na prawdę w jakim celu je przyznawać?

 

I wracając do początku mojej wypowiedzi – wszystko siedzi w głowie, zaś szczegółowość zapisów prawnych, regulujących różne sfery naszego życia zamiast rozwiewać wątpliwości bardzo często je pogłębia – dzieląc społeczeństwo na grupy bardziej lub mniej uprzywilejowane.

 

Na koniec chciałabym serdecznie podziękować za możliwość uczestniczenia w tym wydarzeniu i obcowania z tak inteligentnymi oraz pracowitymi ludźmi, którzy na codzień udowadniają, że niepełnosprawność nie musi być przeszkodą. Mam nadzięję, że chociaż w części zainspirowałam Was tak ,jak Ci WSPAniali ludzie mnie.