Alimenty – sprawa nadal aktualna

Znak drogowy z napisem Stop alimenciarzom

W związku z planowanymi zmianami w prawie alimentacyjnym coraz częściej pojawia się problem niskiej ściągalności alimentów (tylko ok. 20%). Wysokość zadłużenia, które mają w zdecydowanej większości (ponad 90%) ojcowie, wynosi aż 6 miliardów, a komornicy często nie mają możliwości skutecznej egzekucji. Jak to się dzieje? Skąd społeczne przyzwolenie na tego typu praktyki?

Kiedy ktoś ma możliwość płacenia alimentów, a unika tego, często usprawiedliwia to niechęcią do dawania pieniędzy byłej partnerce. Zupełnie zapomina o tym, iż pieniądze są przeznaczone dla dziecka. Rodzic, który aktywnie nie uczestniczy w wychowywaniu potomka, z reguły dodatkowo nie zdaje sobie sprawy z wydatków, które się z tym wiążą. Wysokość alimentów uważa za nieadekwatną do sytuacji rzeczywistej, podczas gdy zwykle to tylko kropla w morzu potrzeb. Mimo wszystko alimenty są pomocą dla samotnego rodzica – niestety w sytuacji, kiedy były partner nie wywiązuje się z obowiązku, sytuacja wymaga niekiedy niewolniczej wręcz pracy, niekiedy w kilku miejscach naraz. Tym samym dziecko zostaje pozbawione kontaktu z matką, która robi wszystko, aby zarobić na jego utrzymanie.

Prawo stanowi, że kara pozbawienia wolności grozi dłużnikowi alimentacyjnemu w dwóch przypadkach: uporczywości w niepłaceniu oraz niedostatku dziecka. W pierwszym przypadku dłużnicy unikają więzienia poprzez wpłacanie niewielkich kwot raz na kilka miesięcy. W drugim pośrednio pomagają im byłe partnerki, które robią co w ich mocy, aby zapewnić dzieciom godne warunki do życia i rozwoju. Pozostaje jeszcze sytuacja, kiedy matka nie zgłasza, że ojciec nie płaci alimentów. Czy to przez strach, wstyd lub niechęć do zrywania kontaktu dziecka z ojcem – bez względu na powód nie można odpuszczać dłużnikowi.

Jedną z ważniejszych planowanych zmian byłoby wprowadzenie dozoru elektronicznego. Ułatwiłoby udowodnienie pracy na czarno, a ponadto byłoby tańszym rozwiązaniem od pobytu w zakładzie karnym. W obecnej sytuacji praktycznie nie ma możliwości dowiedzenia, że dłużnik świadczy nieprawdę, nawet jeśli wszyscy o tym wiedzą – na przykład ojciec swoją ,,wizytę” w firmie nazywa ,,kawą z kolegami”. Udowodnienie, że posiada źródło dochodów, znacząco ułatwiłoby ściąganie zasądzonych alimentów.

Dużym problemem jest społeczne przyzwolenie na niepłacenie alimentów. Dłużnik wśród kolegów często uchodzi za ,,zaradnego spryciarza”, a dodatkowo w ukrywaniu dochodów pomaga mu rodzina. Wśród dłużników, poza tym ukrywającymi majątek, można wyróżnić jeszcze tych mieszkających z rodzicami, którzy utrzymują wiecznie niesamodzielnego syna; uparcie odmawiających podjęcia pracy, niepotrafiący wziąć życia w swoje ręce oraz tych, którzy próbują odciąć się od jakichkolwiek zobowiązań po wyjeździe za granicę. Na każdy typ jest sposób, po prostu nie należy odpuszczać.

Pomagając dłużnikowi, społeczeństwo jednocześnie szkodzi również same sobie. Pieniądze z Funduszu Alimentacyjnego pochodzą z podatków, które przecież płaci każdy. Nie można również zapominać o tym, że niepłacenie alimentów to nic innego jak okradanie dziecka przez rodzica.

Wielu ludzi nadal nie rozumie, jak palący problem stanowi zadłużenie alimentacyjne. Dłużnik okrada własne dziecko, zmusza drugiego rodzica do pracy ponad siły, a sam nie ponosi żadnych konsekwencji. Mam nadzieję, że planowane zmiany w prawie zostaną wprowadzone i konsekwentnie realizowane. Być może sprawi to, iż społeczeństwo w końcu dostrzeże wagę problemu.

źródło informacji i zdjęcia